NoroLim

Teksty piosenek

 
Gdyby niebo...
 
Gdyby niebo było troszkę bliżej
Moglibyśmy tam polecieć na motylach
Korowodem kolorowym w inny świat, w inny czas
Gdzie wiecznością stałaby się każda chwila
 
         Moglibyśmy zapakować nasze życie do walizki
         Zabrać dotyk, atom ognia, jedną łzę
         Gdzieś daleko pozostawic smutki wszystkie
         A przed sobą mieć już tylko złote dnie
 
Gdyby niebo było tylko troszkę bliżej
Moglibyśmy tam popłynąć na obłokach
Jak fregata srebrnobiała w inny świat, w inny czas
Gdzie się szczęścia nie da zmierzyć w paru krokach
 
         Moglibyśmy z chmur postrącać słów kaskady rozedrgane
         Żeby wpadły dobrym ludziom wprost do rąk
         I konewką lać muzykę na ogrody
         W jednym z nich zbudować nowy dom
 
Gdyby niebo było tylko troszkę bliżej
Może łatwiej by nam było tutaj żyć
I nie chciałoby się przenieść w inny świat, w inny czas
Gdyby tylko niebo bliżej chciało być.......
 
 Dzieci przestrzeni
 
Syn dziewięciu księżyców
W srebrnej poświacie uśpiony
Światu pokaże się tylko tak,
By mógł dojrzeć tylko jedną jego stronę
 
Córka wielkiego słońca
Otulona w gorące marzenia
Wszystkich przyciąga, lecz pozwala
Podejść tylko na odległość promienia
 
Syn dziewięciu księżyców
Wśród pyłu gwiezdnego przysiadł
I w samotności cicho trwa
Zatopiony w swoich niezbadanych myślach
 
Córka wielkiego słońca
Zatrzymała się w drogi zenicie
Od kochania z daleka trzyma ją
Własne ciepło, niezbędne do życia....
 
         Kiedy ona dniem pełnym rozkwita
         On jasnością jej przyćmiony gaśnie
         I błyszczący wychodzi, by noc powitać
Kiedy ona w czerwonej łunie zaśnie...
 
Po przeciwnych stronach nieboskłonu
Podążają drogą wyznaczoną od wieków
Czy spotkają się kiedyś – nie wiadomo
Bo zbyt blisko są siebie, i zbyt daleko
Feniks
 
Nie było mnie długo
mieszkałam w nicości
umarłam za życia
istniałam, i nie
 
Podciąłeś mi skrzydła
zepchnąłeś w ciemności
zabiłeś mi serce
lecz nie całą mnie
 
Jak feniks z popiołów
odradzam się właśnie
nie patrzę za siebie
bo ty jesteś tam
Wiem, że więcej
mi w oczach nie zgaśnie
nadzieja i wiara
we wszystko co mam
 
Jak feniks z popiołów
powstałam i jestem,
silniejsza, piękniejsza,
bogatsza o łzy
Znów mogę się bronić
uśmiechem i gestem
przed ludźmi małymi,
zimnymi jak ty
 

Inne imię

Znajdę dla niej inne imię
By nie poznał nikt jej twarzy
By schowała się w głębinie
I swobodnie mogła marzyć
 
Niech spokojem się nazywa,
łagodnością, ukojeniem
niech nauczy się ukrywać
głosu swego szczere brzmienie
 
Będę o niej mówić: radość
Będę mówić: moja siła
By się prawdzie stało zadość
W wierszach będę ją wysyłać
 
Niech ją jako dobroć znają
Niech blogosławieństwem widzą
Niech spokojnie trwa, ufając,
Że jej inni nie wyszydzą
 
Niech prawdziwa jej tożsamość
Pozostanie zawsze w cieniu
Ja postaram się, by nigdy
Jej nie nazwać po imieniu
Pytanie
 
Ty, który jesteś
Reżyserem wydarzeń zwanych życiem
Ty, który sprawiasz
Że toczą się dni
Ty, który rządzisz
Moim światem gdzieś z ukrycia
Ty, który tyle
do myślenia dajesz mi
 
Dlaczego plączesz moje łatwe ścieżki
A potem nagle prostujesz kręte drogi?
Dlaczego sprawiasz, że mój głos czasem ciężki
A moje słowa – takie ubogie?
 
Dlaczego stawiasz ludzi na mej drodze
A potem samą zostawiasz na rozstajach?
Dlaczego ci, których kocham – odchodzą
I czemu tylko niektórzy wracają?
 
Ty, który słyszysz
Wyszeptane cichutko małe słowo
Ty, który widzisz
Krok każdy i gest
Który osądzasz
Sprawiedliwie i surowo
Który wyznaczasz
Co złem, a co dobrem jest
Szkoda czasu
 
Nie, nie będę czekać na ciebie
Nie mam przecież tylke czasu co wiatr
Muszę zdążyć pocałować każdą chwilę
Chcę w ramiona brać codziennie cały świat
 
Nie, nie będę czekać na ciebie
Nie mam przecież tyle czasu co deszcz
Biegnę jeszcze poprzytulać wszystkie drzewa
I dopisać do poezji jeden wiersz
 
Nie, nie będę czekać na ciebie
Nie mam przecież tyle czasu co kurz
Jeśli chciałbyś ze mna iść – dotrzymaj kroku
Bo za parę chwil już mnie nie znajdziesz tu
 
Nie, nie będę czekać na ciebie
Nie mam przecież tyle czasu co czas
Choć tak samo niedochwytna, niedościgła
Już nie będę chciała przyjść tu jeszcze raz
Zaczarowany świat
W moim świecie zaczarowanym
Nie ma miejsca na banalne poematy
Myśli pęcznieją jak bańki mydlane
Tu nieważne są klasyczne schematy
 
Tutaj wszystko jest szalone po trosze
Ziemia z niebem zamieniły się miejscami
Nie pukajcie więc do mnie, proszę
Zostawcie sam na sam z marzeniami
 
To jest moje tajemnicze królestwo
W którym sama, całkiem sama jestem zawsze
Tutaj mogę popłakać bez przeszkód
Wtedy, kiedy nikt nie patrzy
 
Nie otwieram koronkowych okiennic
Żeby księżyc nie wykradał moich skarbów
Na rygielek zamykam sennik
Zawiązuję miłości kokardą
 
Kocham ten mój świat bajkowy
Bo fantazja jest dlatego pieknym darem
Że nie każe nam tworzyc rzeczy nowych
Lecz inaczej spoglądać na stare
Elegia
 Pewnej nocy gwieździstej, uśpionej
W środku ciszy niczym niezmąconej
Kiedy wokół już nikogo nie było
Umierała pomaleńku dobra miłość
 
Chwilę wcześniej jeszcze żyła całym sercem
Cała była radością i szczęściem
Jak promień gorący pośród mroku
Jak światełko dla zbłąkanych pierwszych kroków
 
                        Czekali na nią w niebie anieli
                        Święci mieć ją przy sobie chcieli
                        Radosną ucztę szykował raj cały
                        Orszaki powitalne przy bramach stały
 
            .........Gdy do nieba szła cichutko dobra miłość
 
Ona nie chciała umierać pokonana
Pragnęła przetrwać chwilę, choć do rana
I walczyła o każde płytkie tchnienie

Chciała być silniejsza niż cierpienie

 
Cichym łkaniem o ratunek zawołała
Resztki marzeń jeszcze w palcach ściskała
Do poduszki pełnej łez twarz przytuliła
i..usnęła bezpowrotnie dobra miłość
 
                        Uradowali się w niebie anieli
                        Wszyscy święci naprzeciw wyjść chcieli
                        A ona biegła ostatnią drogą
                        Tam, dokąd tylko dobre myśli pójść mogą
 
Tylko na ziemi nikt nie zauważył
Że zgasł promyczek, co kiedyś obdarzył
Wszystkich ludzi złotym ciepłem, śmiechu pyłem
Że umarła jeszcze jedna dobra miłość
Już nikomu niepotrzebna dobra miłość
 
Nie odchodź
 Kiedy pójdziesz swoim szlakiem
Najtrudniejszy będzie świt
Gdy dotykiem i uśmiechem
Nie obudzi mnie już nikt
 
Najtrudniejszy będzie dzień
W którym braknie dłoni kochanych
Gdy w oddali się rozpłyną
Słowa jeszcze wczoraj szeptane
 
         Ptaki zamilkną w pół śpiewu
         Wiatry ustaną bezczynnie
         Nagle zabraknie zieleni drzewom
         Kiedy ciebie nie będzie
 
         Zegar czas liczyć przestanie
         Słońce siać będzie złą ciemność
         Zwiędną nawet kwiaty malowane
         Kiedy ciebie nie będzie już ze mną
 
Gdy odejdziesz w swoją stronę
Najtrudniejszy będzie zmierzch
Zabarwiony samotnością
Jak niedokonczony wiersz
 
Najtrudniejsza będzie noc
Pełna ciszy wśród twoich poduszek
Bezszelestna, pusta, zimna
Gdy rozstanie twój oddech zagłuszy
Artemida
 
Wyboistymi, wąskimi drogami
Jak Artemida wyruszam na łów
Pomiędzy ludźmi i między wierszami
Szukam nowych słów
 
         Niektóre są dzikie i trzeba je oswoić
Jak drapieżne zwierzęta
A inne umykają i trudno je dogonić
Złapać w sieci – zapamiętać
 
Muszę znaleźć te dobre i ludziom podarować
Rozbić smutną samotność
Muszę nieść je ostrożnie jak najwiekszy skarb w dłoniach
Nie pogubić bezpowrotnie
 
Więzione w pudełkach, w szufladach pochowane
Gdzieś na strychu zamknięte
Mieszkają daleko za siedmioma morzami
Za bezkresem kontynentów
 
Napotkanych w podróży słów wiele tysięcy
Jak kart talię tasuję
Lecz choć co dzień przybywa ich coraz więcej
Tego jednego zawsze brakuje....
 
Morfeusz
 
Morfeuszu, panie snów
Władco krainy dobrych zjaw
Już w ogrody twoje wchodzę, a ty spraw
Abym same piękne chwile miała tu
 
Niech się śnią anioły tańczące
Niech się marzą lasy cieniste
Niech mnie grzeją ognie gorące
Niech mnie chłodzą wody perliste
 
W każdym śnie niech bajka się przędzie
I niech każda zawsze dobrze kończy się
I niech pierwszą mą myślą rano będzie
„Jaka szkoda, że to był tylko sen...”
 
Morfeuszu, panie snów
Wiem, że w marzeniach spotkam cię
Po ogrodach swoich oprowadzisz mnie
Będę czuła ciepło rąk i zapach bzu
 
Będę brać promienie do ręki
W rytmie walca tańczyć z chmurami
Będę ptakom śpiewać piosenki
Palić świece między gwiazdami
 
Niech od iskry pochodnie zapłoną

Niech rozświetlą moją drogę w nowy dzień

I niech w słowa te rankiem dzwony dzwonią

„Nie żałuję, że to był tylko sen...”.

 Do Ciebie 

Do Ciebie trafić
To znależć światło w smudze cienia
Drogowskaz w środku zapomnienia
 
Do Ciebie dotrzeć
To jak przez ciernie się przedzierać
Co dzień się rodzić i umierać
 
Do Ciebie podejść
To jakby wbiegać grzbietem tęczy
Po wąskich schodach bez poręczy
 
Przy Tobie wytrwać
To na krawędzi niepokoju
chwiejąc się w oczy patrzeć twoje
 
Dla Ciebie śpiewać
To jest nagroda za wytrwanie
Bo przecież... warto było, Panie...
 

 

Najbliższe koncerty
pozostałe »